Różnica między kredytem gotówkowym a hipotecznym jest bardzo prosta: w tym drugim zabezpieczeniem zobowiązania jest hipoteka, poprzez którą bank chroni swoje interesy. To właśnie dzięki niej kredyt hipoteczny jest znacznie tańszy od swego gotówkowego odpowiednika. Niestety mimo to, otrzymanie pieniędzy w ramach tego kredytu, jest sporym wyzwaniem. Dlaczego? Dowiesz się na https://www.17bankow.com/ranking-kredytow-gotowkowych/artykul/625/kredyt-gotowkowy-a-hipoteczny-roznice-miedzy-ofertami.

Dużo dzieci, mało pieniędzy
Ta opisana czterema słowami zależność, jest – zwłaszcza w dzisiejszych czasach – prawdziwa. Posiadanie dwójki lub – co gorsza – trójki dzieci, praktycznie całkowicie uniemożliwia nam zaciągnięcie hipoteki. Przy założeniu, że zarabiamy około 4 – 5 tysięcy złotych (i mamy dwójkę dzieci), bank chętnie udzieli nam kredytu gotówkowego. Kwota ta może sięgać nawet 100 tysięcy złotych, a jeśli posiadamy w danym banku rachunek (i pewien kapitał) to może wzrosnąć nawet do 150 tysięcy złotych. W takiej sytuacji, człowiek nie zaznajomiony z finansami jest przekonany, że z łatwością otrzyma 100 tysięcy złotych na hipotekę. Problem polega na tym, że jest to raczej niemożliwe. Dlaczego? Ponieważ przy hipotece bank zakłada, że koszty utrzymania czteroosobowego gospodarstwa domowego, są co najmniej półtora raza większe, niż w przypadku zobowiązania gotówkowego. Paradoks, prawda?

Kwestia zabezpieczenia
Mieszkania w Polsce nie są tanie i – najczęściej – ich cena waha się w okolicach 150 – 250 tysięcy złotych. Mając duży wkład własny, można kredytować np. połowę wartości tej kwoty. Problem polega na tym, że przy (teoretycznie) dużej rodzinie, nawet wnioskowanie o 50 – 60 tysięcy może być sporym wyzwaniem. Najciekawsze w tym wszystkim wydaje się to, że wartość mieszkania i wysokość wkładu własnego, w żadnym stopniu nie przekładają się na określone korzyści. Jeśli bank pożycza 50 tysięcy złotych, przejmując tym samym własność nad mieszkaniem o wartości 200 tysięcy, to oczywistym jest, że nawet jego sprzedaż po zaniżonej cenie, będzie dla banku opłacalna. Oczywiście nie zainkasuje on pieniędzy, co do których nie ma prawa, ale z łatwością zaspokoi swoje żądania finansowe. Tymczasem banki nie chcą pożyczać nawet tak niskich kwot.

Kilka słów podsumowania
To, co dzieje się na polskim rynku kredytów hipotecznych, można określić jednym, wymownym słowem: paradoks. Prawdę mówiąc, jest to jedno z najbardziej delikatnych określeń, jakim człowiek może tą sytuację scharakteryzować. Najgorsze jest to, że ów „paradoks” potęguje jeszcze bardziej złożona sytuacja dotycząca przyznawania zdolności kredytowej, gdyż banki nie biorą już do jej obliczenia przychodów z tytułu umów o dzieło.